Jakiś czas temu jeden z polityków, pełniących wówczas funkcję wicepremiera, powiedział publicznie, że nie liczy na emeryturę z ZUS.

Zamiast tego woli skupić się na pielęgnowaniu dobrych relacji ze swoim potomstwem, które w przyszłości otoczy go opieką.

Ta wypowiedź wzbudziła spore kontrowersje i spowodowała, że polityczni partnerzy wicepremiera oburzyli się, iż podważa ona stabilność i wiarygodność systemu emerytalnego.

My jednak rozumiemy, że w chwili szczerości polityk powiedział to, o czym większość z nas doskonale wie.

To czy za 10 lub 20 lat system państwowych emerytur będzie wypłacalny jest kwestią niepewną i żadne propagandowe zaklęcia tego nie zmienią.

Stąd postulat, aby jak najlepiej żyć z własnymi dziećmi i mieć ich jak najwięcej wydaje się rozsądny.

Kiedyś normą było, że dziecko zajmowało się rodzicem, kiedy zakończył swoją aktywność zawodową.

Była to swoista emerytura rodzinna, realizowana poza jakimkolwiek socjalnym systemem.

Niewykluczone, że sytuacja ekonomiczna zmusi nas, aby do tego modelu powrócić.